Menu

Sportowe Zapiski Kiepsko Uczesane

Bartoszcze pisze o sporcie.

Leci przez piach i kamienie Dakaru

bartoszcze

Obserwowanie Dakaru to trudna robota. Trudna, bo nic nie widać - transmisji jako takich nie ma, są relacje nadawane de facto po zakończeniu etapu, Eurosport w czasie gdy kończy się etap, pokazuje mistrzostwa świata w rzutkach (dart - nie mylić ze strzelaniem do rzutków - też może kiedyś o tym by warto napisać). Jeśli chce się więc cokolwiek wiedzieć na bieżąco, zostają relacje internetowe, na stronie Rajdu jest taka, sprowadzająca się de facto do listy czasów na poszczególnych punktach kontrolnych, oddalonych nieraz i o 100 km od siebie. Tym niemniej, wprawne oko kibica-statystyka szybko zaczyna wychwytywać pewną dramaturgię.

Ot, wypadek Hołowczyca, dziś o nim wiedzą wszyscy (zresztą, co tu ukrywać, od razu wszyscy prawie o nim trąbili). Na live-timingu można się było zorientować, że po tym jak przejechał (chyba z pewnym opóźnieniem) pierwszy Punkt Kontroli Czasu (w slangu ponoć pekacem zwany, tak kiedyś czytałem w jakimś kryminale), to nie pojawiał się na kolejnych, mimo że startujący w porównywalnym czasie rywale ścigali się na nich w najlepsze. Wniosek prosty: coś się stało. Dziś podobnie działo się ze znacznie większym faworytem Carlosem Sainzem, pędził w czołówce etapu i nagle znikł (choć też szybko się pojawiły konkrety, że ma awarię silnika). Długo jednak trzeba było czekać na wyjaśnienie sytuacji polskiego pechowca, debiutanta Szymona Ruty. Zrazu wydawało się, że mógł po prostu podzielić los wielu w dniu dzisiejszym i zakopać się na wydmach, zresztą parę dni temu wskutek drobnej awarii jechał kilka końcowych kilometrów przez parę godzin, odkopując się raz za razem. Potem dopiero się okazało, że miał wypadek, w odróżnieniu od Hołowczyca to samochód zdaje się nie wytrzymał bardziej, niż załoga; szkoda chłopa, bo wczoraj śmigał momentami szybciej niż ciutkę już bardziej doświadczony Małysz. 

A "Orzeł" w tej chwili stał się naszym czołowym kierowcą w tegorocznym Dakarze (prowadzących quady i motocykle uprzejmie zostawiam na uboczu). Dziś dojechał - jak się zdaje, bo wyniki wciąż nieoficjalne, a kierowcy startują według miejsc zajętych na poprzednim etapie, więc niekoniecznie ci co z tyłu, są wolniejsi - na miejscu 18., i takie też będzie zajmować w klasyfikacji generalnej. Na miejsca medalowe, powiedzmy sobie od razu, szans nie ma, chyba żeby się jakiś kataklizm wydarzył, ale tego sobie nie życzymy. Zostają więc pojedynki dosłownie o poszczególne miejsca, czasem różnice między zawodnikami wynoszą po prostu parę minut. Wystarczy jednak odrobina pecha, drobny błąd, mała awaria, żeby utknąć na dłużej lub stracić tempo, a wtedy różnice etapowe będą rosły w kwadranse, a może i godziny. Do 15. zawodnika Małysz traci obecnie 23 minuty (łączny jego czas dotychczasowych 6 etapów to niemal 18 godzin), a do zajmującego to miejsce rywala odrobił dziś minut.. 26. Jednocześnie jednak fascynujące może się okazać uciekanie przed znacznie silniejszymi rywalami, którzy z jakiegoś powodu zaliczyli duże straty, w szczególności Robby'ego Gordona (dachował parę dni temu), który ma wprawdzie ponad 2,5 godziny straty, ale dziś odrobił ponad pół godziny. Miejsce 15. teoretycznie wydaje się w zasięgu, ale wszystko zależy, jak komu powieje, oczywiście metaforycznie. 

Mógłbym pewnie coś wspomnieć o pozostałych kierowcach, ale oni tak hobbystycznie sobie jadą (trzeba mieć zdrowie do takiego hobby). 

© Sportowe Zapiski Kiepsko Uczesane
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci