Menu

Sportowe Zapiski Kiepsko Uczesane

Bartoszcze pisze o sporcie.

Fińska flaga

bartoszcze

To było w końcówce drugiej serii. Na belce Schattenbergschanze pojawił się faworyt gospodarzy, zajmujące trzecie miejsce Freund. Na jego widok trybuny zafalowały na czarno-czerwono-złoto. Gdzieś z boku mignęła mi z równym zapałem poruszona biała flaga z niebieskim krzyżem, wskazująca na przedstawiciela Finlandii.

Gospodarze cieszyli się w najlepsze (Freund objął prowadzenie przynajmniej na tę chwilę i miał gwarantowane miejsce na podium), a ja gorączkowo szukałem w pamięci. Szukałem... jakiegokolwiek przedstawiciela Finlandii na liście zawodników. Sam nie znalazłem, dopiero spojrzenie na listę uświadomiło mi, że jeden (o nic mi właściwie niemówiącym nazwisku Asikainen) skakał na samym początku, i natychmiast zniknął na spodzie listy. Pozostali zwyczajnie się nie zakwalifikowali. 

Myśl pobiegła w przeszłość, niekoniecznie do rekordzisty Nykaenena (na którego rekord Schlierenzauer zasadza się już w najlepsze), ale przynajmniej lat 90-tych. kiedy Finlandia była w stanie wystawiać dwie mocne drużyny (ach, któż dziś pamięta Laitinena, Kantee czy Jussilainena...). A przecież dziś w konkursie, w pierwszej dziesiątce po pierwszej serii mieliśmy przedstawicieli Norwegii, Austrii, Niemiec, Rosji, Polski i Szwajcarii, czy naprawdę tylko mnie brakuje tam Fina? (wiem, Słoweńcy, Japończycy i Czesi też mogą pokręcić nosem, ale umówmy się, że to nie ten sam kaliber historycznie). 

Konkurs był cudny, zdobycie na skoczni zwykłej wielkości (K-125) noty ponad 300 punktów to naprawdę wyczyn (nawet jeśli wziąć poprawkę, że za sporo tych punktów odpowiada manewrowanie bramkami). My możemy patrzeć nań ambiwalentnie - z jednej strony aż czterech naszych zawodników punktowało, z drugiej strony było to tylko czterech z siedmiu zakwalifikowanych (dwóm zabrakło niewiele, padli ofiarą systemu KO - i po trosze pecha może), a Kamil Stoch drugi skok jednak zepsuł, 13 miejsce nie było na miarę oczekiwań (choć w Oberstdorfie zwykle nie odnosimy sukcesów, nawet za Króla Adama). Niemal tuż za nim znalazł się weteran Martin Schmitt, niegdyś seryjny tu zwycięzca, dziś kończący - mam nadzieję, z czystej sympatii - swoją kiedyś piękną karierę. 

© Sportowe Zapiski Kiepsko Uczesane
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci