Menu

Sportowe Zapiski Kiepsko Uczesane

Bartoszcze pisze o sporcie.

Koń kontra koń mechaniczny

bartoszcze

Przy okazji Igrzysk Olimpijskich nieraz pojawiają się pytania "a dlaczego na Olimpiadzie nie ma żużla/wyścigów/innych sportów motorowych". Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, bo właściwie.. nie ma dobrej odpowiedzi. Najbardziej oficjalna, jaką znam, brzmi "bo wynik zależy nie od ludzkiego wysiłku, ale od maszyny". 

Z pozoru jest to odpowiedź rozsądna, ale diabeł tkwi w szczegółach. W niejednym sporcie sukces zależy jak najbardziej od jakości sprzętu używanego przez sportowców, w tym od wykorzystania najnowszych technologii. Na londyńskich Igrzyskach padały zarzuty, że spektakularne triumfy brytyjskich kolarzy torowych były w dużej mierze sukcesem tajnej technologii (póki co nie ma konkretnych dowodów, że tak było). Stopień zaawansowania technicznego w łucznictwie, wioślarstwie czy żeglarstwie też może sprawiać, że talent i wytrenowanie nie wystarczą, żeby mierzyć się z przeciwnikiem posiadającym lepszy sprzęt (nie analizuję tu regulaminów technicznych), wyścig technologiczny w skoku o tyczce przez całe dekady prowadził do nieustannego wymyślania nowych materiałów i rozwiązań dających nowe rekordy. 

Powie ktoś, że w tych wszystkich sportach koniec końców jednak wysiłek ludzki ma kluczowe znaczenie. Rozumiem, że faktycznie łódka bez mocnych wioślarzy sama szybko nie popłynie, a wytrzymałość fizyczna kierowcy wyścigowego nie przekłada się bezpośrednio na szybkość jego samochodu (choć oczywiście kierowca o słabszej formie fizycznej daleko nie zajedzie). Pytanie brzmi jednak: a co z jeździectwem, gdzie to od cech indywidualnych konia sukces bardziej zależy, niż od cech jeźdźca? Poza tym historia olimpizmu podpowiada, że w roku 1908, w Londynie, rozdawano medale w zawodach łodzi motorowych...

Dodać jeszcze należy, że kilka lat temu Karta Olimpijska wyraźnie wykluczała możliwość dopuszczenia do Igrzysk sportów opartych na napędzie mechanicznym, ale jej obecna wersja obowiązująca od roku 2011 już tego nie przewiduje. Czy więc doczekamy się za kilka lat sportów motorowych na Igrzyskach? Na Rio może być już za późno (termin na ustalenie dyscyplin upływa w przyszłym roku), ale na 2020 - kto wie, w końcu za niespełna rok dopiero dowiemy się, kto będzie ich gospodarzem: Stambuł, Tokio czy Madryt. Do rozwiązania będzie przede wszystkim (oprócz problemu infrastruktury zawodów) problem sposobu kwalifikacji do Igrzysk. Kto wie, może najlepszym i najprostszym rozwiązaniem będzie "symboliczne" uznanie za część zawodów olimpijskich, odpowiednich zawodów z cyklów mistrzowskich, które mogłyby zostać zsynchronizowane w czasie z Igrzyskami (symbolicznie, bo na pewno nie uda się dojść do porozumienia między sponsorami olimpijskimi, a sponsorami odpowiednich cykli, zespołów i zawodników); w końcu w tym roku Grand Prix Formuły 1 Wielkiej Brytanii na Silverstone odbywało się raptem na 3 tygodnie przed londyńskimi zawodami, żużlowe GP w Cardiff dwa tygodnie po nich, Rajd Walii i motocyklowe GP były może w ciut większych odstępach, ale mogłyby spokojnie zostać inaczej ustawione w kalendarzu. W końcu skoro medale olimpijskie były przyznawane (za "wybitne osiągnięcia") alpinistom i szybownikom, to dlaczego nie kierowcom, motocyklistom czy pilotom?

© Sportowe Zapiski Kiepsko Uczesane
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci